Troszkę mądrości Na początek
Jeśli nie chcesz mojej zguby, daj mi banknot, ale gruby.
Dniem czcić kobiety – po co? Ja czczę kobiety – nocą!
Pamięć niech będzie przeklęta. Wciąż robi remanenta!
Czuła żal doskonały, gdy się grzechy nie udały.
Modli się pod figurą, wszystko mu jedno pod którą.
Modelowała go natura z młodego orła – na starego knura.
Musi mamę kochać tata, małżeństwo to prenumerata.
Ja byłem zwierzę. Ona święta. Ale szeptała: – Lubię zwierzęta!
Innych nie sądzę, sam też lecę na pieniądze.
W pogoni za ideałem, wszystkie świństwa popełniałem.
Pomału się zakochiwałem, odkochiwałem cwałem!
Często trwalszy jest ślad na piasku niźli życie pełne blasku.
Czasami od siebie sami odwracamy się plecami.
Czasami najwięcej rzucają cienia własne wyjaśnienia.
W tym jest mądrość polityka – jak pobijać bez patyka…
Doświadczenie – ten dar nieba masz gdy go ci już nie trzeba.
Wygląda na zmęczonego, jak zdjęty z krzyża. Z kobiecego.
Wygłaszaj wzniosłe zasady, łatwiej wtedy popełniać zdrady.
Prawa piszemy my sami, potem one rządzą nami.
Powiedzą ci sąsiedzi, co masz wyznać na spowiedzi.
Czasem, gdy runie piedestał, widać, że nikt na nim nie stał.
Ktoś tam klaszcze pod borem: to dewotki – ozorem.
Śmierci nie ma – jest tylko przed nią trema.
Szumi las… ma czas.
Szczęśliwi łysi, nic im nie stoi, nic im nie wisi.
Gorycz poranka i słodycz jesieni dopiero w późnym wieku się ceni.
Gwarancja cnoty – to brak ochoty.
Nie taki diabeł ogoniasty, jak by tego chciały niewiasty.
Nie ma większej zniewagi niż szacunek dla nagiej kobiety.
Nic tak nie potrafi gryźć jak cudzy laurowy liść.
Aby się oprzeć o ideały, trzeba, by one się opierały.